Supermama wraca do pracy!

Zastanawiacie się już nad powrotem do pracy po macierzyńskim? Polecam tekst mojej przyjaciółki Agaty z Gdańska, która bohatersko w poniedziałek przekroczyła próg swojej korporacji.

„I’ll be back” – powiedziałam odchodząc w połowie maja 2015. W tzw. międzyczasie chodziłam na zajęcia do szkoły rodzenia, zaliczyłam miesięczny wypoczynek w domu rodzinnym, przeglądałam w szale strony internetowe z radami i pomysłami, spędzałam godziny na telefonie rozmawiając z koleżankami – już mamami, szykowałam wyprawkę do szpitala, kącik dla dziecka (w kawalerce, więc trochę główkowania było!), zaliczyłam wesele znajomych, oczywiście także odpoczywałam, trochę drzemałam, niczego sobie nie odmawiałam (ach, te pyszne ciasteczka, lody i czekolada), pojechałam do szpitala, a po trzech dniach wróciłam do domu z maleństwem płci żeńskiej, no i… trzeba było „tam” wrócić z aktem urodzenia się dziecka, podpisać papiery i zadeklarować jak długo mnie „tam” nie będzie.

I tutaj pojawił się dylemat. Pół roku czy rok? Znałam już opinię koleżanek – także mam, ale ja człowiek wiecznie pytający zasięgnęłam także rady pani z kadr (jak się okazało także mamy kilkuletniego szkraba), która bez zastanowienia powiedziała: „Rok”. Zatem miałam rok, żeby delektować się macierzyństwem, choć to delektowanie się polegało na ciągłym poznawaniu, obawach, że coś robię nie tak, radach najbliższych oraz tych dalszych (nieznajomych z Internetu), ale przede wszystkim na słuchaniu swojej intuicji oraz wsłuchiwaniu się w potrzeby dziecka.

Maleństwo płci żeńskiej zdmuchnęło świeczkę jedyneczkę na torcie i okazało się, że ten rok, jakże długi, okazał się zdecydowanie za krótki.

Niewykorzystany urlop z 2015 oraz część z bieżącego roku i tak oto październik 2016 zbliżał się nieubłagalnie…

Pojawiały się kolejne pytania natury praktycznej, w końcu trzeba „tam” wrócić, ale:

  • Może jednak nie wracać, przedłużyć. Jednak cud nie nastąpił i konto w banku nie zwiększyło się o kilka zer, zatem powrót jest konieczny.
  • Cały etat? 7/8? Zgodnie z zasłyszanymi opiniami radzono mi powrót na część etatu, bo wtedy nie zostanę zwolniona (akurat „tam” trwa restrukturyzacja, czytaj redukcja stanowisk)
  • A tak w ogóle, to co zrobić z dzieckiem?

Najlepszym rozwiązaniem byłaby babcia, ale odległość ponad 600 km w linii drogowej jest nie do przeskoczenia, a teleportacji jeszcze nie wymyślono.

Zatem niania? Akurat w serwisach informacyjnych było głośno o p. Janinie lat 65, znęcającą się na dzieckiem, którym się opiekowała. Wizja obcej kobiety (nie słyszałam wśród znajomych o panu niani, stąd wizja kobiety) znęcającej się nad moim dzieckiem przyprawiała mnie o dreszcze.

Żłobek? Zasłyszany obraz wiecznie płaczących dzieci, chodzących z pełną pieluchą i smarkami pod nosem wydawał się zbyt realistyczny…

Jak to ja, stwierdziłam, że niczym Scarlett O’Hara, pomyślę o tym jutro.

Ale pojawiły się kolejne wątpliwości:

  • Wrócę „tam”, ale co będę robić? (w międzyczasie dział, w którym pracowałam rozwiązano, a pracowników przeniesiono do innych biur)
  • Kto będzie moim przełożonym? Z kim będę współpracowała?
  • Czy będę cokolwiek pamiętała? (rok przed moim rodzicielstwem, po urlopie macierzyńskim wróciła do pracy koleżanka zza biurka, twierdząc, że wszystko zapomniała i potrzebuje dużo czasu na ponowne wdrożenie się, ponieważ w czasie ciąży jej mózg zmienił objętość – postanowiłam nie wnikać w szczegóły)
  • Czy będę pracowała na takim samym poziomie jak przed? Czy wcześniejsze zaangażowanie i mnóstwo energii zostanie zastąpione ciągłym myśleniem o dziecku i ziewaniem z niewyspania?
  • Już widzę ten wzrok zmęczonych pracą korpoludków, którzy z zazdrością będą na mnie zerkać zza komputerów, że wychodzę po 7 godzinach pracy (cóż, przywilej matki karmiącej nie jest dla wszystkich J
  • I znowu będę musiała zaczynać od nowa, jak przed laty zaczynając „tam” karierę zawodową..
  • A w co ja się ubiorę? W końcu przed ostatni rok wystarczyły mi legginsy i t-shirt, a „tam” panuje dress code. Nadszedł czas, aby głębiej zajrzeć do szafy i wygrzebać białe koszule i spodnie z nienawidzonym przeze mnie kantem.
  • A te włosy i niedoskonałości cery? (szaleństwo hormonalne matki karmiącej trwa nadal). Wstyd się pokazać! A wiadomo jak jest, człowiek na dzień dobry po powrocie będzie oceniamy, a kobieta po porodzie będzie mierzona od góry do dołu, od dołu do góry, wszerz, a nawet z lotu ptaka i to w czasie rzeczywistym, czyli 4D na powitanie!
  • Może jakiś gym? Ale ja i gimnastyka, aerobic, bieganie, fit itp.? No właśnie, to nie ja. Gym przy rocznym już dziecku jest wystarczająco wyczerpujący.
  • Co tam włosy i nienagannie wyprasowana koszula! Jak ja będę funkcjonowała na II etatach? Najpierw ten 7-godzinny, za który otrzymuję pensję, a potem ten 17-godzinny, za który otrzymuję najczęściej uśmiech mojej jakże szybko dorastającej latorośli, a czasem seans buczenia bez powodu…i ten wieczny brak snu, ząbkowanie, zatkany nos dziecka, skok rozwojowy, nocne pobudki co 1,5 – 2 godziny. Jedna dłoń wystarczy do zliczenia czasu snu, ale co to za sen, skoro przerywany (swoją drogą to nawet nie pamiętam kiedy ostatnio śniłam). Aż chce się rzec: Jak żyć?

No i nadszedł ten dzień. Stojąc przed drzwiami obrotowymi do firmy, zastawiałam się co mnie „tam” czeka. Kolejny rozdział uznaję za otwarty, zatem cdn.

10 komentarzy na temat “Supermama wraca do pracy!

  1. Czekam na ciąg dalszy! Mimo że do macierzyństwo to dla mnie temat jeszcze trochę odległy to wpis jest napisany tak dobrze, że…mogłam wczuć się w Twoją rolę 🙂

  2. Ja wróciłam po rocznym urlopie i to było za długo, okazało się, że niestety ktoś mnie zastąpił, a moje stanowisko zlikwidowano. To był dla mnie kubeł zimnej wody i ciężko było mi wrócić z powrotem na rynek pracy. Teraz walczę, ale jestem krok w tyle z moją karierą zawodową.

    1. Mój zakres obowiązków jest podobny, ale ponad rok przerwy robi swoje. Nie jest łatwo, ale wierzę, że linia miedzy niemożliwym, a możliwym zależy od determinacji człowieka.
      Powodzenia życzę, na pewno się uda!

  3. Czasem cieszę się, że nie mam takich dylematów i mogę sobie pozwolić na siedzenie w domu z dzieckiem. Tadeusza urodziłam na II roku studiów, więc rok przed obroną licencjatu, a potem jeszcze 2 lata mgr, więc jeszcze dobre pół roku dojeżdżania na uczelnię, ale też dobre pół roku bycia z dzieckiem w domu. A jak przyjdzie szukać pracy to Tedi będzie miał prawie trzy lata, więc ruszy do przedszkola i kamień (niania, klub malucha, żłobek…) spadnie mi z serca! Współczuję trudnych decyzji i stresu, ale mamy są mistrzami organizacji i nawet osiem etatów udźwigną jak trzeba, poza tym dress code i dużo roboty mobilizują do działania. Powodzenia :*

    1. Mam wrażenie, że kobiety są jak worek św. Mikołaja – nieważne ile pytań, wątpliwości, stresu, obowiązków, zmartwień i radości wrzuci się do niego, worek jest bez dna, więc pomieści wszystko! Kwestia odpowiedniego zagospodarowania przestrzenią 😉

  4. Temat stworzony dla mnie! Mam jeszcze krótkie cztery miesiące na podjęcie decyzji : co dalej? Chociaż w moim przypadku jest gorzej, bo muszę szukać zupełnie nowej pracy. Niestety moja umowa wygasła na macierzyńskim… Od początku pod górkę. A w domu maleńka Zosia, której nie wyobrażam sobie zostawić w domu na kilka długich godzin… Przeraża mnie myśl o tym i póki co odkładam ją na najwyższą półkę w mojej świadomości.

  5. Pewne decyzje nie przychodzą łatwo, nawet ich racjonalizowanie czy dokonywanie głębokich analiz „na chłodno” nie gwarantują, że nie wykradną się emocje. Macierzyństwo to cała paleta emocji, na czele z trwogą o własne dziecko. Czas zweryfikuje, czy moje decyzje były słuszne…

    1. Praca zdalna na macierzyńskim…hmm mogłoby być ciężko 😉 Lubię pracować z domu, natomiast nie jest to dla mnie rozwiązanie permanentne. 1-2 razy w tygodniu tak, więcej absolutnie nie. Powrót do pracy po macierzyńskim to nie tylko powrót do wykonywanych obowiązków, ale przede wszystkim powrót do ludzi, co po roku spędzonym z maluchem jest miłą odmianą 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *