Żłobek – jak przygotować malucha (oraz siebie)?

Dziś na blogu tekst znanej już Wam Agaty z Gdańska, która dopiero co wypuściła swoją roczną latorośl na nowe, nieznane i jakże nieprzewidywalne wody, czyli do żłobka. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach najbardziej zestresowaną osobą… jest mama. Więcej nie zdradzę. Zapraszam do poczytania i zaczerpnięcia kilku rad od Agaty, w końcu każdą z nas to kiedyś spotka (mnie już za pół roku…).

„Jakież było moje zaskoczenie, gdy dyrektor żłobka publicznego zadzwoniła z informacją, że moje roczne dziecko dostało miejsce w jednej z filii (akurat tej położonej najbliżej mojej pracy) i dokładnie za tydzień zacznie nowy rozdział w swoim życiu. Cud! I to żadnych bez znajomości.

Zaskoczenie duże, entuzjazm jeszcze większy, ale… w mojej głowie myśli zaczęły żyć własnym życiem. Poczułam się jakby ktoś wyciął wszystkie dymki z tekstem z komiksów dostępnych w kiosku i siłą umieścił pod sklepieniem mojej czaszki!

Moja M. miała zacząć swoją żłobkową przygodę 1 września (nie ma co ukrywać, poczułam dumę, że inni też będą mieli okazję poznać moje fantastyczne dziecko i ogromną trwogę o to, jak odnajdzie się w grupie, bo do tej pory prawie całe dnie spędzałyśmy we dwie), a ja miałam wrócić do pracy w październiku. Zatem miałyśmy cały miesiąc na jej adaptację. Wiem, wiem ogromny luksus J

Miesiąc na adaptację, owszem, ale tydzień, żeby wszystko ogarnąć, ją przygotować, siebie przygotować i stawić czoło nowemu wyzwaniu. Zaczęłam od:

  • Informatora, który wie wszystko i to na każdy temat, czyli Internetu – dużo tekstu i ogólników, mało konkretów, więc zaniechałam tych lekcji (tym bardziej, że włączony laptop + dziecko = i tak nic nie poczytasz!)

Zatem zdałam się na siebie, swoją intuicję i roczne rodzicielskie doświadczenie. Postanowiłam działać. Na samym szczycie góry zwanej trudnościami znalazły się:

  • Raczkowanie – M. nadal raczkowała, nawet podtrzymywana pod pachami nie chciała stawać na nogi – nie ma mocnych, element nie do przeskoczenia (liczyłam na to, że w jej grupie nie wszystkie dzieci będą chodzić)
  • Karmienie piersią – 4 razy w ciągu dnia, więc konieczna redukcja do 3 razy – rano, po przyjściu ze żłobka i wieczorem przed snem. O dziwo udało się J Dodam, że M. przygotowywane posiłki je marnie, tu skubnie, tam skubnie, a ja zmóżdżam się codziennie czym żywieniowym zachwycić moje dziecię!
  • Brak samodzielnego jedzenia – byłam w stanie poświęcić jej ubranie, swoje ubranie, dywan, ale moje dziecko stanowczo stawia wyższość wygody nad samodzielnością. Potrafi wcisnąć do mojej ręki kukurydzianego chrupka, powiedzieć: mniam i otworzyć buzię! Czy to symptom księżniczkowości XXI wieku czy chwilowy kaprys? Aż boje się drążyć wątek!
  • Kontakt z rówieśnikami – rozpoczęłam akcję: Zagadywanie na placu zabaw do matek z dziećmi (ojców nie dostrzegłam, zatem matek). Chciałam zobaczyć jak ma latorośl będzie zachowywała się przy innych dzieciach. Jakież było moje zaskoczenie, gdy M. zasiadła obok dziewczynki w swoim wieku, zaczęła ją głaskać, a zaraz potem szarpać jej czapkę (podejrzewam, że chciała sprawdzić czy będzie równie dobrze prezentować się w innym nakryciu głowy niż jej dotychczasowe). Poza tym okazywała duże zainteresowanie innymi dziećmi, a te starsze próbowała nawet naśladować. Czyli jest dobrze J
  • Przedmiotowość – czyli przyspieszony kurs rozpoznawania swoich rzeczy. Zależało mi na tym, żeby w żłobku wśród dziesiątek różnych rzeczy była w stanie zlokalizować swój kubek i zabawkę, którą docelowo wybrałam z domowych zasobów jako jej przytulankę (miałam dylemat, którą wybrać, bo M. nie okazywała zachwytu konkretną zabawką; po wielu próbach wybór padł na Berta z Ulicy Sezamkowej; jakoś tak wyszło moja córka nie ma lalki, ale wierzę, że wszystko przed nami).

Obawy, które towarzyszyły mi na początku naszych przygotowań wzrastały niemiłosiernie. Uświadomiłam sobie, że nikt nie zna mojego dziecka, jej zwyczajów, zachowania, sposobu komunikowania się tak dobrze jak ja. Przecież w żłobku będzie 20 dzieci (aktualnie jest ich 24), a opiekunek jak okazało się 4 na grupę, a w domu byłyśmy jeden do jednego…a ona jest taka malutka…mogłabym mnożyć czarne scenariusze do tego stopnia, że zaczęłam sobie zarzucać same błędy wychowawcze, brak konsekwencji w opiece na dzieckiem, po prostu, że jestem złą matką!

I stało się. Z wyprawką żłobkową (standard, który jest wymagany jak: pieluchy, chusteczki, ubrania na zmianę dostosowanie do pory roku itp.) i nieświadomym niczego dzieckiem na ręku, zadzwoniłam domofonem do gr. I, czyli tych najmłodszych…”.

6 komentarzy na temat “Żłobek – jak przygotować malucha (oraz siebie)?

  1. Ciekawi mnie dalsza część, jak dziecku pójdzie w żłobku. Ja mam na razie opiekunkę, bo mam obawy przed chorobami w żłobku. Przyjdzie jednak taki moment, że będzie wypadało je posłać. Już się boje.

  2. Czas kiedy po raz pierwszy przekazujemy dziecko pod opiekę kogos w zasadzie obcego – jest trudny dla mamy. Jezeli jest cokolwiek, co moze zmniejszyć obawy i stres to warto o tym wiedziec. Fajnie napisane.

  3. Żłobki to ciężki temat. Widząc je od „podszewki” w sumie cieszę się, że nie posłałam syna do niego. Wam życzę powodzenia! 🙂

  4. W ogóle nie dziwię się, że się stresowałaś:) nas za rok czeka przedszkole. Ale Janek juz będzie miał 2 i pół roku, także troszkę inaczej. Przed każda zmianą się stresujemy tak już jest 😉 trzymam kciuki, że córka się zaadoptuje w żłobku i będzie z chęcią tam wracać.

  5. A ja jako żłobkowa ciocia powiem z drugiej strony: to matka stresuje się najbardziej (zwłaszcza jak słyszy płacz swojego malenstwa,co jest całkiem normalne w sytuacji tak dużej zmiany; dziecko przez rok przebywa z matką i nagle mama wychodzi a zostają obce kobiety). Niekiedy faktycznie widać to, że maluch nie miał kontaktu z innymi dziećmi – zwyczajnie boi się tego „tłumu”, halasu a uspokaja się w toalecie. Uważam że, w sytuacji kiedy matka chce zrobić ten krok i oddać dziecko do żłobka, ważne jest właśnie przygotowanie go do zmiany. Wielkim utrudnieniem dla nas, opiekunek w żłobku jest tzw „wynoszenie” dziecka, które potem zwyczajnie nie ma ochoty się samodzielnie poruszać bo w domu jest nieustannie noszone na rękach. Podobnie sprawa wygląda z zasypianiem. Rodzice którzy twierdzą że ich dziecko zasypia tylko przy piersi matki albo tylko na rękach z butelką mleka są zwyczajnie egoistyczni, nie można wymagać od nas byśmy każde dziecko usypialy w ten sposób bo trwaloby to 2 godziny. Żłobek to świetny sposób na stymulacje rozwoju dziecka (uczą się od siebie nawzajem), ale też poważny krok nie tylko w głowach rodziców ale również od strony praktycznej, bo wymaga przygotowania , a czasem zmiany przyzwyczajeń dziecka do możliwości opiekunek. Pozdrawiam i zachęcam wszystkie mamy do zastanowienia 🙂

    1. Też jestem za posyłaniem dziecka do żłobka, mama, która nawet najbardziej kocha maluszka nie zastąpi socjalizacji wśród rówieśników. Trzeba jedynie (albo aż) w mądry sposób przygotować dziecko do tego pierwszego kroku do samodzielności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *